dronka blog |
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
![]() |
Po raz pierwszy od dość dawna zajrzałam na stronę z blogami. dronka 2008-01-27 18:34:03 skomentuj (1) Ostatnie 15 minut Ostatnie 15 minut w starej pracy. Biurko takie puste, obok stoją 2 torby z moimi skarbami. Na torebce karteczka "PAMIĘTAJ O MYSZCE". Zostawiam im suchy kwiatek, 2 papierowe żurawie i kilka plastikowych samochodzików, które były dodawane do chrupków. Trochę legalnych mp3-jek, tapety z anime i pot i łzy (wściekłości) umieszczone w kodzie. Już czuję, że będzie mi brakowało tych ludzi. I z nadzieją patrzę na środę, kiedy to nadejdzie pierwszy dzień w nowej pracy. dronka 2007-04-30 17:23:15 skomentuj (1) Ostatni dzień w pracy Poniedziałek będzie dla mnie ostatnim dniem w starej pracy. Zastanawiam się, czy będzie mi tego brakowało, czy nie tak bardzo. Bee musiała zabrać kubeczki i herbatki i słuchawki i myszkę (malutka taka, bo od dużej firmowej bolała mnie ręka) i buty zmienne i swoją strugaczkę i drewnianego kotka i jakieś zupki co mam pod biurkiem i sztuczny żółty kwiatek i podkładkę pod kubeczek i ... To chyba już wszystko. Wszystkie rzeczy, które były mi potrzebne przez ostatnie prawie dwa lata. Pewnie będę tęsknić i w nowym miejscu opowiadać jak było tu. Ważne, że mój kubeczek pójdzie ze mną i drewniany kotek z dzwonkiem na szyi. Idę w nowe miejsce z nadzieją, że ludzie tam będą równie wspaniali jak Ci tutaj. I chyba już tak bardzo się nie denerwuję. dronka 2007-04-28 14:29:35 skomentuj (0) Płynąc na fali Błądząc w odmętach Internetu trafiłam przypadkiem na serwis last.fm. Na pierwszy rzut oka jest to serwis jakich wiele. Na oko zwykłe internetowe radyjko. Jednak dość szybko można się przekonać, że wrażenie było jak najbardziej błędne. Podstawą istnienia tego serwisu jest zjawisko nazywane WEB 2.0. Jego ideą jest to, że sami użytkownicy tworzą zawartość serwisu i to od ich ilości zależy jakość całości. Podstawowym założeniem jest to, że serwis proponuje muzykę jak najbardziej pasującą do tego co się samemu lubi i słucha. Podaje się wykonawcę, lub gatunek, jaki się preferuje, a program sam programuje już "stację" w której jest to co się lubi. Określenie "stacja" chyba jest najbardziej odpowiednie - są to utwory, które są puszczane użytkownikowi, który tak do końca nie panuje nad tym czego słucha (ważne są przyciski "Zablokuj" - dzięki któremu już nigdy nie zostanie nam dany wybrany utwór i "Pomiń", który tylko przechodzi do następnego utworu), może jedynie ograniczać się do gatunku i podobieństwa do innego wykonawcy. Można wyszukać również innych użytkowników słuchających jakiegoś wykonawcy, lub utworu i wygenerować sobie stację na podstawie tego, czego słucha ta osoba, można trafić na stacje grup (na przykład innych polaków), czy na propozycje miłośników danego wykonawcy. Ogólnie jest to świetne miejsce, by posłuchać czegoś, co nie leci w normalnym radiu i mieć nadzieję, że to co będzie leciało naprawdę nam się spodoba. Moim zdaniem jest to świetny pomysł na promocję. Dzięki last.fm trafiłam na paru wykonawców, na których chyba nie miałabym jak inaczej trafić, a którzy naprawdę mnie zainteresowali. dronka 2007-04-25 15:41:06 skomentuj (1) Amulety początku 21-go wieku [Tekst został napisany wczoraj w pracy, gdy nie było Internetu i firma była w znacznym stopniu sparaliżowana] Taka refleksja po przeczytaniu artykułu w Forum. Faktem jest, że czasy zmieniają się tak szybko, że aż czasami trudno sobie przypomnieć, że kiedyś mogło być inaczej. Ciężko nam sobie przypomnieć, jak będąc na kolonii trzeba było pędzić do budki i stać w kolejce, by porozmawiać z domem, a przecież telefonu komórkowego nie miałam jeszcze nawet na pierwszym roku studiów. Jako najważniejszy amulet traktowany jest Internet. I to jest najprawdziwsza prawda. Gdy przyszłam dzisiaj rano okazało się, że stała się największa możliwa tragedia. Serwer padł. Czyli nie ma dziś Internetu. Jedyny człowiek, który mógł się tym zająć, został ściągnięty z chorobowego o 11. Wyszło na to, że trzeba wszystko postawić od zera. Więc się stawia. I tak – toczy się rozmowa i okazuje się, ze trzeba by sprawdzić to w googlach. Gogli nie ma. Cisza panuje, bo od jakiegoś czasu zamiast puszczać mp3 z dysków, używaliśmy radyjek internetowych. Przez to do łask wróciło taki duże stare radio, które odbiera chyba ze 2 stacje. Gdyby nie telefon w ogóle byśmy sobie nie dali teraz rady. Najciężej i tak ma nasz dział. Pracujemy na wspólnych plikach z oddziałem w Warszawie i Łodzi. Nie wiemy, czy oni coś tam zmieniają i co. Jeden z nich bierze pliki na siebie, by nikt w tym czasie, gdy my zmieniamy je lokalnie nie zmienił ich na serwerze. A jeszcze 10 lat temu niewielu w ogóle słyszało o Internecie. Z liceum robiliśmy wycieczki na Politechnikę, by zobaczyć jak to legendarne cudo wygląda. Jeden z nas miał przewodnik Pascala po Internecie, gdzie były podane adresy ciekawych stron. Adresy zajmujące czasem i 2 linijki w przewodniku. Teraz wyobrażenie sobie Internetu bez googla jest jakąś straszną abstrakcją. Wtedy powstawały strony na których osoby zainteresowane jakimś tematem gromadziły linki. Takie „linkownie” istnieją do tej pory. Na jedynej liście „masło mydło i powidło”, czyli wszystko co autor uznał za interesujące, przydatne, lub po prostu chciał mieć do tego łatwy dostęp z dowolnego miejsca, a nie tylko z listy „ulubione” w swojej przeglądarce. Osobiście praktycznie w ogóle nie korzystam z „ulubionych”. Siedzę regularnie praktycznie na 3 komputerach, więc staram się pamiętać wszystkie adresy, które mogą mi być potrzebne, lub chociaż według jakich parametrów można łatwo je wyszukać. Dla mnie najważniejszymi technologiami ostatnich lat są telefony komórkowe i Internet. Ważnym dla mnie urządzeniem jest też przenośna konsola. W torbie zawsze mam PSP, albo DSa. Ale pamiętam, że kiedyś były to ruskie jajeczka, kostka Rubika, takie płytki z kółkami i inne tego typu zabawki. Chodziło praktycznie o to, by zawsze mieć czym zająć ręce i umysł. W sumie lubię, by mózg bez przerwy pracował. Ciągle tworzy jakieś historie, kombinuje, obmyśla. Sieci brak nadal... Może będzie jutro. Nawet na maila nie mogę sobie tego tekstu wysłać. Wszystko okaże się jutro... dronka 2007-04-21 11:54:54 skomentuj (0) Dziwna niedziela Kwiecień jest w tym roku niesamowicie piękny. W tym tygodniu zakwitły czereśnie, śliwy i pojawiają się pierwsze kwiaty wiśni. I właśnie taki dzień został wybrany jako ten, kiedy oficjalnie mieli poznać się rodzicie moi i Anioła. Przy czym jego nie było. Siedzi w Irlandii jak prawie zawsze. Ja w ciągu najbliższych 2-3 tygodni zmieniam pracę. Największą zaletą nowej będzie jak na razie to, że jest w sumie dokładnie na przeciwko naszego mieszkania. Czyli do pracy będę miała około 5 minut piechotą. Trochę mnie to boli, bo skróci mi się czas czytania w autobusie, ale z drugiej strony w sumie czytać można wszędzie. Niedawno zadzwoniłam do mojej ukochanej siostry, by poprosić ją by była świadkiem na naszym ślubie. Nie spodziewałam się, że aż tak będzie zaskoczona. A w sumie jest dla mnie jedną z najważniejszych osób i po prostu nie miałam pomysłu, kto mógłby ją zastąpić... W pracy słucham sobie właśnie podcastu polygadki. Gorąco polecam taki audycje wszystkim, którzy mają trochę miejsca na mp3 playerze i trochę czasu, by posłuchać czegoś w radiu. W sumie całkiem cieszy mnie powrót do pisania i chyba przyszedł czas na wrzucanie tu mini recenzji oglądanych serii (chyba głównie anime), granych gier i czytanych książek. Zdziwiła mnie koleżanka, która jęknęła, że za szybko zmieniam aktualnie czytaną książkę. Zaczęłam nad tym myśleć i wyszło mi, że zdarza mi się, że tygodniowo kończę około 3 książek. I chyba rzeczywiście przydało by się opisywać na parę zdań wrażenia... dronka 2007-04-16 19:49:25 skomentuj (2) Sałatka której nikt nie chciał i wieczór pod wampirem... Sylwester minął nam dość wyjątkowo. Znajomi mojej „siostry” E. wymyślili wampirycznego larpa politycznego. Tego typu zabawa polega na tym, że wszyscy przebierają się i wcielają w wyznaczone dla siebie role. Każdy ma wyznaczone cele (które w sumie w trakcie gry można sobie dość dowolnie modyfikować), każdy ma też zestaw cech i możliwości by cele te od innych uzyskać. Powiem ogólnie – rozrywka jest bardzo interesująca i ma to coś w sobie, gdy każdy przez cała noc kręci się, knuje, kombinuje, przekupuje, szantażuje, spiskuje i podsłuchuje. Gdy pojawia się jakaś informacja, że ktoś tam kogoś podsłuchał, to wzrusza się ramionami, bo w sumie i tak każdy każdego... Dzięki temu Anioł mógł trochę odpocząć. A teraz znowu po krótkiej przerwie musiał lecieć w dalekie kraje. I pewnie znowu zobaczymy się dopiero za jakieś 3 miesiące... Ale wróćmy do tytułowej sałatki. Rodzice mieli swojego sylwestra. Całkiem zadowoleni – nie licząc jednej szyby trafionej petardą obyło się bez strat. Goście naprzynosili jedzenia, więc nadal dojadamy resztki po imprezie (to znaczy to, czego nie dało się zamrozić)... Największy problem był z jedną sałatka:
poza tym w sałatce był jeszcze neutralny groszek i ziemniaki. Na szczęści zawsze można liczyć na kolegów z pracy. dronka 2007-01-05 10:25:51 skomentuj (1) Czuję siętrochę jak mama W naszym z Aniołem mieszkaniu jest akwarium. Nie takie największe (100 litrów), ale i tak... Przy czyszczeniu filtra znalazłam w nim 2 małe krewetki i jedną malutką czerwoną rybkę. No nie była aż tak malutka, miała już z pół centymetra... Anioł stwierdził, że jak się rozmnażają, to musi im być u nas dobrze. Chyba właśnie o to chodzi... Przed następną podmianką wody (i myciem filtra) kupię kotniczek (taki mały koszyczek wkładany do wody), by tam schować maluchy, jeśli jeszcze jakieś się znajdą... Tak naprawdę, to prowarzenie akwarium to niesamowita sprawa... Gdy już są rybki i roślinki można już tylko patrzeć jak rosną i się mnożą -> żeby uniknąć przerybienia nie dodamy już więcej rybek, teraz tylko możemy się nimi zachwycać. (Zdjęcie akwarium powinnam wrzucić przy okazji - dzisiaj chciałam zrobić, ale baterie siadły... cóż trzeba poczekać do najbliższej okazji...) dronka 2006-09-27 12:30:12 skomentuj (2) Co oni tam krecą? Naprawdę mnie to ciekawi - jakiś facet wrzeszczy, jakaś laseczka krzyczy jakby ją gwałcili... Jest środek dnia we Wrocławiu, ja wiem, że okolice dworca nie są najlepsze, ale żeby sugerować, że coś takiego tu się dzieje, to aż zgroza bierze... ... i wcale nie pomaga mi to w koncentracji :( [edit] w końcu okazało się, że oni tam wcale nie kręcili gwałtu, tylko poród. Naprawdę po samym wrzasku cięzko było się zorientować... dronka 2006-09-23 15:33:45 skomentuj (0) Sobota w pracy Cisza i spokój... ... prawie. Na całym piętrze tylko 3 osoby, można się naprawdę skupić... ... prawie... O to prawie właśnie chodzi. Pod nami kręcą jakiś serial. Nie da się się otworzyć okien, bo coś krzyczą, nie da się pójść do toalety (okno zawsze otwarte), bo nie da się skupić. A gorąco jest... Nie ma wyboru -> słuchawki na uszy i trzeba wracać do pracy, co jakiś czas patrząc na korytarz, czy ktoś obcy nie wchodzi (mój pokój wychodzi bezpośrednio na korytarz...). Słucham właśnie tego. Rewelacyjna, odstresowująca muzyka. W sobotę w pracy, bo muszę coś skończyć do końca tygodnia... Na całe szczęście nikt nie marudzi, że robię jeszcze w sobotę (a mogli by). Anioł znowu wyjechał, akwarium pod moją opieką. W czasie kiedy był, mieszkałam u Niego (u Nas). A teraz... W sumie też powinnam. Myślę, że wyprowadzenie się od rodziców to dobry pomysł. Chciałabym pomieszkać jakiś czas sama. Sama robić sobie jedzenie, prać, sprzątać, opiekować się zwierzyńcem. W akwarium roślinki nam pomału zółkną :( Na oko jest to jakiś niedobór nawozów -> rozrosły się już tak, że chyba wszystko zjadły. Filmowcy znowu hałasują... ... pracować człowiekowi nie dają ;) dronka 2006-09-23 13:10:11 skomentuj (0) Brudne stópki myszki W pracy mam prywatną myszkę. Taką malutką jak do laptopów - srebrną, optyczną na srebrnym kablu. Była przerażająco tania i to widać. Sama wędruje sobie po ekranie (biurko ze sklejki udaje słoje drewna, które tak denerwują myszkę, że ona chce sobie stąd pójść) i ma dość krótki kabel (przed spadnięciem za biurko chroni ją "supeł"). Ale i tak był to jeden z najlepszych zakupów. Oficjalna myszka biurowa była za duża jak dla mnie i bolały mnie nadgarstki i wierzch dłoni po pracy. Teraz nie mam takich problemów. Tylko jak każdej myszce bez podkładki strasznie brudzą się jej nóżki (te kawałki gumy pod spodem)... i trzeba je regularnie czyścić. A lenistwo nie pozwala pójść po jakiś pły, czy choćby wodę z mydłem. Ja ten brud po prostu zdrapuję paznokciem a potem przecieram palcem. Przecież nie ma to jak higiena w miejscu pracy... dronka 2006-07-26 10:53:12 skomentuj (2) W zamyśleniu... Upał nie maleje. Pojawiły się chmury i będzie lało (może) ale wciąż jest strasznie. 34 stopnie w pokoju. Wiatrak miętoli gorące powietrze. Koło mnie 4 brzoskwinie. Kupiłam wczoraj na dzisiaj. Już są lekko wysuszone. Pod obecnymi notkami te sprzed 2 lat. Czas leci a ja jakbym zatrzymała się w miejscu. Dzień przed kolejnymi urodzinami czuję potrzebę, by coś drgnęło. No nic - zobaczymy co będzie. W pracy mnóstwo rzeczy do zrobienia. Nareszcie. Ale w tym upale nawet myśleć się nie da, a co dopiero pracować... W domu akcje ratunkowe dla motyli. Pchają się do domu, bo w nim chłodniej, ale zawsze wpadają do żyrandoli i na odkomarzacz w gniazdku. Gdy chce się je wyrzucić syczą (taki dziwny dźwięk - wypuszczają nagle powietrze przez tchawki) i biją skrzydłami. Nie rozumieją, że to wyrzucanie ich z domu, to tylko dla ich dobra. Pająków dziesiątki. W każdym zakamarku. Pewnie też chowają się przed upałem. Jeszcze w zeszłym tygodniu były malutkie, teraz widać tylko naprawdę duże osobniki - albo urosły, albo pozjadały te małe i pozajmowały ich miejsca. Pająki są dobre - wykańczają komary lepiej niż trutka. Pajęczyny są porozpinane między futrynami otwartych okien - jak by na to nie patrzec - to dużo skuteczniejsze niż jakiekolwiek firanki... Kolejny upalny przede mną... Trzeba już tylko przetrwać... dronka 2006-07-21 10:41:11 skomentuj (1) Weselnie tak... Wróciłam z wesela kuzyna. Kilkaset kilometrów od domu, 150 osób, odwiedziny u kolejnych osób z rodziny, koeljne obalane flaszki. Ciężko było. Ale mimo wszystko jakoś tak wspaniale. Nie spodziewałam się, że odnowienie kontaktów z rodziną da takie wspaniałe wrażenie. Pozapraszaliśmy się nawzajem, teraz przez wakacje kolejno będą się do nas zjeżdzać. W sumie zasze jest gdzie się przespać, więc problemu nie będzie. A zawsze ktoś z nimi posiedzi. W pracy też świętujemy wesele. Koleżanka miała w tym samym dniu, co kuzyn. Trochę smutno, bo nie byłam przez to na jej. Ale w sumie rodzina to jednak rodzina. Anioł zrobił niesamowitą niespodziankę, że przyjechał. W sobotę rano jeszcze był w pracy w B. Potem ponad 100 km. do domu po rzeczy i następne kilkaset na wesele. Byłam naprzwdę szczęśliwa, że wyrobił i jemu też to chyba odpowiadało. Niestety szybko wyjechał, bo jednak w poniedziałek musiał wcześnie jechać do pracy :( Upał praktycznie zabija. W pokoju 32 stopnie i tylko wiatrak porusza gorące powietrze. Klimatyzacja nie działa. Mieli diś przyjść (w końcu) i ją naprawić, ale już chyba nie przyjdą. Pewnie będzie trzeba napisać skargę. W tych warunkach naprawdę nie da się pracować. W piątek ma padać. Anioł już w Irlandii. Też mówi, że jest gorąco. Myślał, że tam będzie trochę lepiej, ale to trochę jest za małe. dronka 2006-07-19 15:53:44 skomentuj (0) Święta święta i po świętach... ...tak wyświechtana formułka ciśnie się na usta w ten wtorek po wielkanocy. Ale w tym dniu nie ma nic wyświechtanego i normalnego. Zaspokoiłam swą największą potrzebę ostatnich kilku dni, czyli poszlam do fryzjera. Wyznaję zasadę, że jeśli włosy da się związać, to koniecznie trzeba je już obciąć. I właśnie skończyłam z króciótkimi bardzo fajnie wystrzyżonymi włosami. I jest mi z tym dobrze. Bedzie trzeba Aniołowi zdjęcie wysłać. Pewnie mu sie spodoba. W sumie trzeba go ostrzec, bo jak mam jechać do niego do Irlandii, to niech wie czego się spodziewać ;) dronka 2006-04-18 16:18:49 skomentuj (3) Dawno mnie tu nie było... I nawet nie wiem co teraz napisać... Jakoś tak czuję się wyprana z tematów o ktorych mogłabym tu wspomnieć. Anioł jak zawsze wyjechał na kontrakt. Jak zawsze jestem przez to jakaś taka saotna. W pracy coraz więcej roboty, więc nie można narzekać, bo mimo iż jest to spore wyzwanie, to mogę sobie z tym wszystkim poradzić. Zapisałam się na TaiChi. Już dawno, bo w maju zeszłego roku. Od 4 miesięcy jestem asystentem instruktora. To naprawe ogromna satysfakcja. Tylko boli mnie to, że Anioł ani razu nie widział jak ćwiczę. Chyba tego najbardziej mi brakuje - by zobaczył mnie na pokazie i poczuł się ze mnie dumny... dronka 2006-04-11 10:18:29 skomentuj (1) |
nowe
|
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| design by dronka | |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||